Z ostatniej chwili

Autor powieści kryminalnej okazał się mordercą

Książka „Amok” w księgarniach zajmowała górne półki, by nie trafiła w ręce dzieci. Naturalistyczne do bólu opisy scen łóżkowych i chlania na umór, mieszały się z dziesiątkami wulgaryzmów. W całej tej paplaninie głównego bohatera – Chrisa – pojawiło się również szczegółowo opisane morderstwo. Egzemplarze książki przez kilka lat pokrywały się kurzem, by w końcu doczekać się zainteresowania całego kraju, a w szczególności organów ścigania. Okazało się, że główny bohater naprawdę istnieje, a opisana zbrodnia nie do końca może być czystą fikcją literacką…

Grudzień 2000 roku. W niedzielę dwóch wędkarzy jeszcze o świcie wybrało się na poranne łowy nad zakole Odry w miejscowości Chobienia, w powiecie Góra. Zamiast ryb, w rzece zauważyli dryfujące zwłoki. Natychmiast wezwali pomoc.

Strażacy wyłowili ciało, a technicy kryminalistyczni przyjrzeli się mu dokładnie. Zwłoki nieznanego mężczyzny spędziły w wodzie kilka tygodni. Ubrane były jedynie w podkoszulkę i slipy. Skrępowane nogi, sznur na szyi, poraniona głowa. Było jasne, że przed śmiercią mężczyzna był bity i głodzony kilka dni – bo w jelitach nie było resztek pokarmu.

Śledczy wzięli się do pracy. Musieli jak najszybciej znaleźć mordercę. Ustalili tożsamość ofiary. Dariusz Janiszewski – wrocławski biznesmen, właściciel biura reklamowego. Rodzina zgłosiła jego zaginięcie 13 listopada. Tego dnia w południe zjawił się w biurze. Miał z kimś spotkanie. Około godziny 16.00 spakował do teczki notes, dokumenty oraz telefon komórkowy i wyszedł z agencji. Nie wsiadł jednak do swojego samochodu. Przepadł jak kamień w wodę. I to dosłownie – jak się później okazało.

Mroczne oblicze pisarza

Bliscy nie spodziewali się tak tragicznego finału poszukiwań. Dariusz był miłym i uczciwym przedsiębiorcą. Nie miał wrogów. – Kto mógł mu coś takiego zrobić?! – zastanawiali się. W głowę zachodzili się również śledczy. Prześwietlili jego otoczenie i nie znaleźli ani jednego podejrzanego znajomego. Nie odkryli istotnego motywu, znaczących śladów. Nic. Żadnego punktu zaczepienia. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Ostatecznie zostało umorzone, a akta sprawy pokryły się kurzem…

Prawdopodobnie tak już by zostało, gdyby nie dociekliwy detektyw z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, który jeszcze raz postanowił przyjrzeć się sprawie. Na Allegro znalazł skradzioną nokię Janiszewskiego. Kilka dni po zaginięciu mężczyzny wystawił ją na aukcję użytkownik o nicku Chrisb(7). Szybko okazało się, że internauta nie jest zupełnie szarym obywatelem…

Krystian Bala – bo tak się nazywa – ukończył filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim. Co ciekawsze, jest pisarzem, autorem wydanej w 2003 roku powieści kryminalnej „Amok”. To właśnie ta pozycja przyciągnęła największą uwagę śledczych, którzy włączyli się ponownie do sprawy. Czytali ją dokładnie, słowo po słowie, porównując fakty z wydarzeniami zawartymi w policyjnych aktach zabójstwa Janiszewskiego.

Deptali mordercy po piętach

W głowie kłębiły się różne myśli. Najbardziej zatrważająca była ta, że Chris – bohater książki – mógł być świadkiem prawdziwego zabójstwa. W książce zamordował swoją kochankę. „Wyciągnąłem spod łóżka nóż i sznur, jak wyciąga się obrazkową historyjkę dla dzieci, by uśpić je bredniami o tym, co za lasami i za górami. Zacząłem rozwijać fabułę sznura i dla uczynienia jej bardziej interesującą wiązałem pętlę” – napisał.

Z każdym rozdziałem przed śledczymi pojawiał portret inteligentnego, cwanego, niebezpiecznego narcyza ze skłonnościami do sadyzmu. Zastanawiali się, czy postać z kart książki, może być alter-ego prawdziwego Krystiana. To były jednak tylko domysły… Jedno jednak wiedzieli na pewno: tym razem nie mogą pozwolić mordercy uciec.

Bala w tym czasie rozpoczął wielkie podróże po Europie i Azji. Zdawało się, że może być dla policji nieuchwytny. Funkcjonariusze śledzili jednak każdy ruch. Później namierzali go, gdy odwiedzał stronę wrocławskiej policji i programu 997, by sprawdzać, czy nie zostało wznowione śledztwo. W końcu doczekał się i tego momentu.

Policjanci musieli ujawnić swoje działania, gdy zaczęli odwiedzać świadków w celu ich przesłuchania. On również zaczął do nich jeździć. Prosił, by nie mówili mundurowym o niewygodnych dla niego faktach. Oni jednak, widząc powagę sprawy, właśnie te wydarzenia relacjonowali z detalami. To pozwoliło ustalić prawdziwy motyw zabójcy.

Okazało się, że Bala był chorobliwie zazdrosny o żonę, którą starał się kontrolować nawet po rozwodzie. Oskarżenia o jej romans z Dariuszem Janiszewskim stały się powodem morderstwa. A wszystkie ustalone do tej pory fakty pozwoliły na postawienie Bali najcięższego zarzutu: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem…

Gdy policja aresztowała pisarza, w kraju wybuchł skandal. Prokuratura przedstawiła w sądzie 14 dowodów. Prócz wyżej wymienionych były m.in. karta magnetyczna, przez którą oskarżony kontaktował się z ofiarą z budki telefonicznej i długopis z logo firmy reklamowej, który znaleziono w mieszkaniu Bali. Wszystkie te materiały stanowiły jednak tylko dowody poszlakowe.

Książkowa zbrodnia

Dla mediów wystarczającym dowodem na winę Bali była jego spowiedź pod postacią dostępnej w księgarniach książki – „Amoku”. Bohater miał podobne dane biograficzne, obracał się w takim samym kręgu społecznym jak Krystian, odzwierciedlał niektóre jego zachowania i reakcje.

Każdy chciał sam ocenić te podobieństwa. Książka znikała więc z półek jak świeże bułeczki. Nieoczekiwany obrót wydarzeń sprawił, że szybko wycofano ją z oficjalnej sprzedaży. Handel przeniósł się do internetu. Wartość egzemplarzy z drugiej ręki osiągnęła cenę nawet kilkuset złotych.

Powieść, która nie cieszyła się wcześniej żadną popularnością, trafiała z rąk do rąk wielu osób. Wiele z nich po przeczytaniu kilku rozdziałów podtrzymało wcześniejsze opinie. Naturalistyczne opisy miłosnych podbojów narcyza i wulgarny sposób prowadzenia narracji, zniechęcał do dalszego czytania.

Nie przyznał się

Sam autor trafił na długie miesiące do aresztu. Jego proces był trudny. 29-latek przed sądem odwołał swoje wcześniejsze przyznanie się do zabójstwa i utrzymywał, że jest niewinny. Przekonywał o tym również jego obrońca. Wskazywał, że nie ma żadnych dowodów na winę jego klienta, a śledztwo było prowadzone nierzetelnie, bo z góry założono, że Bala jest mordercą.

Oskarżony w ostatnim słowie przed wydaniem wyroku powiedział, że długo czekał na ten moment, bo wierzy w sprawiedliwość. – Współczuję rodzinie zabitego, przyjaciołom. Mogę sobie wyobrazić, co czują. Ale chcę podkreślić, nie po raz pierwszy, że to nie ja jestem odpowiedzialny za ich tragedię. Żałuję, że policji nie udało się pojmać sprawców tego czynu. To zaoszczędziłoby cierpienia nam wszystkim. Mnie, moim bliskim i rodzinie ofiary – mówił Bala opanowanym i spokojnym głosem.

Innego zdania była prokurator. Przyznawała, że nie ma bezpośrednich dowodów winy pisarza, ale materiał, który zebrano, pozwala odtworzyć tragiczne wydarzenia z listopada 2000 roku.

– Oskarżony działał ze szczególnym okrucieństwem wobec J. Mamy tu porwanie, więzienie, głodzenie, poniżanie, znęcanie się. Nie potrzeba aż tyle okrucieństwa, aby kogoś pozbawić życia. On chciał jeszcze J. poniżyć – mówiła prokurator.

5 września 2007 roku wrocławski Sąd Okręgowy skazał Krystiana Balę na 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach odsiadki. Tego samego dnia został również osądzony za kradzież telefonu komórkowego i posługiwanie się sfałszowanym dokumentem tożsamości. Wyrok był podtrzymywany przesz kolejne instancje. 12 maja 2010 roku Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o kasację wyroku. Morderca ostatecznie został zamknięty w celi. Podobno pracuje tam nad kolejną powieścią…

Artykuł zaczerpnięty z archiwalnej wersji strony NaSygnale.pl