Z ostatniej chwili

Ostatnie wyznania skazanego na śmierć

„Dzisiaj jest 47 dzień z liną” – pisał w swoim pamiętniku Henryk Dębski, skazany na karę śmierci za zgwałcenie i zamordowanie dwóch dziewczynek.”Czy wytrzymam to wszystko psychicznie? – Nie wiem. W godzinach popołudniowych otwiera się klapa i oddziałowy każe wyjść mi z celi. Strach. Boję się. Po podwójnym wezwaniu do wyjścia rozejrzałem się po celi i powiedziałem: „Na linę mnie biorą”. Przy wyjściu kazałem Krzyśkowi spakować moje wszystkie rzeczy. Oddziałowy, widząc moje przerażenie, powiedział, że mam widzenie. Uśmiechnąłem się chyba wisielczym śmiechem i pomyślałem, że mówi prawdę, tyle że to widzenie z katem…”

Suwałki. Nowo wznoszone osiedle w centrum miasta wypełnione blokami z wielkiej płyty. Ciepły czerwcowy dzień 1980 roku. 2,5-letnia Ania bawi się na placu zabaw. Matka dziewczynki krząta się po mieszkaniu, od czasu do czasu zerkając przez okno na córeczkę. Raz, drugi, trzeci. Wszystko w porządku – uśmiechnięta dziewczynka biega po dziedzińcu. Gdy kobieta spogląda po raz kolejny, dziecka już nie ma.

Zaniepokojona, zbiega na dół i poszukuje córeczki. Ale te zdają się na nic. Nawet powiadomienie milicji i ich intensywna akcja nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Rozpacz rodziców miesza się ze strachem. Potęgują go ustalenia funkcjonariuszy MO. Anię zaczepiał niewysoki, młody mężczyzna. W końcu wziął ją za rączkę i odeszli razem.

Poszukiwania zaginionej

Miasto sparaliżował strach. „Rozpalone przedwakacyjnym żarem Suwałki zamarły w przerażeniu. Matki nie odstępują swoich pociech na krok, warując przy nich niczym tresowane psy. Żadna nie chce, by – nie daj Boże – jej było tym następnym. Odprowadzają do przedszkola, czekają przed szkołą, towarzyszą przy zabawach w piaskownicy – opisywał atmosferę tamtych lat Andrzej Gawęcki, pisarz i dziennikarz lokalnej prasy. – W rozmowach tematu innego, aniżeli zaginięcie małej Ani, być nie może. Plotka goni strzępy zasłyszanych opinii. Wyolbrzymia sensacje o czarnej wołdze, gangu handlarzy dziećmi, Cygance chorej psychicznie, zboczeńcu sadyście, rodzinnej zemście, porwaniu dla okupu, nieszczęśliwym wypadku i ukryciu zwłok, o jakie na rozgrzebanym osiedlu faktycznie nietrudno” – relacjonował reporter.

Milicja wszczęła na niespotykaną dotąd skalę poszukiwania, a mimo to miasto wrzało.W końcu pojawiły się oficjalne komunikaty. „Komenda Miejska MO w Suwałkach poszukuje dziewczynki w wieku 2.5 roku o imieniu Ania, która 10 VI br. około godz. 19 oddaliła się z miejsca zamieszkania rodziców w Suwałkach przy ul. Korczaka. Rysopis zaginionej: wiek 2.5 roku, włosy jasnoblond, krótko strzyżone (chłopięco), oczy niebieskie, szczupłej budowy ciała, twarz okrągła, blizna pod brodą i poobijane kolana. (…) Ktokolwiek widział zaginioną… – publikowała „Gazeta Współczesna”.

Intensywne poszukiwania tropicieli z psami, specjalnie wyznaczonej grupy milicjantów, zrozpaczonej rodziny i znajomych oraz tych, którzy zwyczajnie przejęli się losem zaginionego dziecka, były daremne. Ślad za Anią i mężczyzną, z którym odeszła, zaginął. Przepadli, jak kamień w wodę. Milicja powoli odkładała sprawę porwania Ani na półkę. Tylko zrozpaczeni rodzice nie potrafili pogodzić się z utratą córeczki…

Makabryczne odkrycie

Przełom przyszedł rok później. Był tragiczny. Dozorca jednego z miejscowych zakładów podczas obchodu zauważył wygrzebane z ziemi – prawdopodobnie przez jakieś zwierzę – szczątki ludzkie. Wezwał milicję. Biegli stwierdzili, że to szkielet dziecka. Miał na sobie resztki odzieży. Potwierdziło się najgorsze. Rodzice zaginionej Ani rozpoznali w nich ubranka, w których po raz ostatni widzieli swoją córeczkę żywą.

Śledztwo ponownie nabrało tempa. Pewne było, że Ania została zamordowana. Nie wiadomo, dlaczego. Nie wiadomo, przez kogo. Pytanie – czy sprawca znów zaatakuje? Czarny scenariusz powtórzył się już niedługo.

Kolejna zaginiona

W listopadzie 1981 roku na osiedlu domków przy nadleśnictwie w Augustowie zaginęła 7-letnia Agatka. Zakrojone na szeroką skalę poszukiwania przyniosły skutek. Ale nie taki, jakiego by wszyscy oczekiwali. Agatka nie żyła. Została uduszona i zgwałcona. Jej bezwiedne ciałko – porzucone.

Wieść o tragicznej śmierci dziewczynki dotarła do śledczych z Suwałk. „Teraz już tylko pozostaje odnaleźć mordercę. Trzeba było uczynić to jak najszybciej, by zapobiec kolejnej tragedii seksualnego psychopaty, jak opiniują biegli. I to jak najszybciej, byleby uspokoić wzburzoną opinię publiczną. Tak szybko, jak to możliwe, byleby przekonać o sprawności działania organów ścigania. Udowodnić, że tego rodzaju zbrodnie nikomu nie ujdą bezkarnie. Tym bardziej w okresie wzmożonego rygoru stanu wojennego” – opisuje wydarzenia tamtych lat Andrzej Gawęcki.

Nie udaje to się z dnia na dzień. Trzy miesiące później, w styczniu 1982 roku, w Augustowie zostaje zatrzymany Henryk Dębski. Niepozorny, lat 33, pracownik PKP, kawaler, niekarany, zamieszkały w Krasnymborze, gmina Sztabin.

Rozpoczął się ciąg długich przesłuchań śledczych, przeplatanych kolejnymi ekspertyzami psychiatrów i seksuologów. Dębski został wzięty w krzyżowy ogień pytań. Wszyscy bacznie przyglądali się zachowaniu podejrzanego. Ich wątpliwości malały, gdy z nagrań z przesłuchań usłyszeli, że oskarżony przyznał się do zbrodni…

Artykuł zaczerpnięty z archiwalnej wersji strony NaSygnale.pl