Z ostatniej chwili

Polska chce odpowiedzi w sprawie ataku gazowego w Syrii. Takich tragedii miało już nie być

Syryjczyk walczy o życie dziecka otrutego bronią chemiczną (AFP PHOTO / HO / SYRIA CIVIL DEFENCE) Syryjczyk walczy o życie dziecka otrutego bronią chemiczną (AFP PHOTO / HO / SYRIA CIVIL DEFENCE)

Polska jest jednym krajów domagających się pilnego zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Chodzi o atak gazowy na przedmieściu stolicy Syrii. Nad reakcją zastanawiają się też USA. Donald Trump dostał

Członkowie RB ONZ spotkają się w poniedziałek. Tematem spotkania mają być doniesienia o ataku gazowym w mieście Douma na wschód od Damaszku. Szczegóły ataku nie są znane. Wiadomo jedynie, że doszło do masakry, w której zginęło od kilkudziesięciu do 200 ludzi, w tym wiele dzieci. Są też setki rannych. Do internetu trafiły koszmarne zdjęcia zwłok całych rodzin i filmy medyków ratujących duszące się dzieci.

Z doniesień świadków i zdjęć wynika, że użyto gazu bojowego. Nie jest jasne, czy był to chlor czy sarin, bądź kombinacja obu. Organizacje międzynarodowe, ale także USA, wskazują na reżim prezydenta Asada którego armia atakuje Doumę. To ostatnia część dużej enklawy rebelianckiej, którą w ostatnich tygodniach niemal w całości zajęły wojska rządowe wspierane przez Rosjan.

Trump chce ukarać Asada

Żadnej wątpliwości co do odpowiedzialności Asada nie ma prezydent USA Donald Trump, który nazwał syryjskiego dyktatora „zwierzęciem” i zapowiedział, że słono zapłaci za zbrodnię. Pentagon przedstawia prezydentowi możliwości działania i listę możliwych celów. Francja także poinformowała o możliwości uderzenia na Syrię. Oczekują tego także politycy w sąsiednim Izraelu.

Z kolei Rosjanie uważają, że w Doumie miała miejsce prowokacja, a broniący miasta islamscy rebelianci celowo zatruli własnych obywateli, aby sprowokować atak Zachodu. Orit Perlov, izraelska analityk zajmująca się bezpieczeństwem uważa, że ograniczony atak USA spowoduje jedynie słowną ripostę Moskwy. Jej zdaniem ani uderzenie Waszyngtonu ani odpowiedź Kremla niczego nie zmieni. Innego zdania jest Dimitri Trenin, dyrektor Carnegie Moscow Center. Według niego obecna sytuacja stwarza największe od czasów zimnej wojny ryzyko bezpośredniej konfrontacji militarnej między Rosją a USA.

Artykuł zaczerpnięty ze strony https://wiadomosci.wp.pl/