Z ostatniej chwili

Przed nimi drżą nawet przestępcy! Kim są łowcy głów?

Łowcy głów kojarzą się zazwyczaj z Dzikim Zachodem, kowbojami i… zamierzchłą przeszłością. Jednak tropiciele przestępców wcale nie odeszli do lamusa. Mimo że charakter ich pracy się zmienił, wciąż pozostają bardzo skuteczni w swoim fachu. Co roku zatrzymują aż 30 tysięcy zbiegów. W niektórych stanach USA łapią nawet więcej uciekinierów niż policja!

Może się wydawać, że profesja łowcy głów jest archaiczna. Zdziwienie może powodować fakt, że mimo tak wielkich zmian społecznych, wciąż działają na podstawie przepisów prawnych ustanowionych jeszcze w 1873 roku. Pozwalają one tzw. bounty hunters łapać przestępców bez większych ograniczeń. W przeciwieństwie do policji, nie muszą przestrzegać zakazu wchodzenia do domów bez nakazu sądowego, czy użycia siły. Nie są też zobligowani do odczytania formułki o przysługujących zatrzymanemu prawach (a bez czego policyjne zatrzymanie jest nieważne).

Mają jeden cel: schwytać!

Dzięki uproszczonym procedurom łowcy skupiają się tylko na wykonaniu zadania, a nie na biurokracji. Nie bez kozery mówi się, że są oni bardziej skuteczni niż policja. Dlaczego? Przyczyna tkwi w pieniądzach. Etatowi policjanci, którzy zawaleni są papierami nie są chętni do zintensyfikowanych poszukiwań przestępców. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku łowców nagród. Oni wiedzą, że jeśli nie złapią kryminalisty, stracą czas, a przede wszystkim zarobek.

A gra jest warta świeczki, bo chodzi o naprawdę dużą kasę. W ubiegłym roku „poszukiwacze” zarobili w sumie ponad 10 milionów dolarów. Skąd tak kolosalne kwoty? Pieniądze są prowizją z kaucji, jaką wcześniej zapłacił poszukiwany zbieg. Zazwyczaj wynosi ona 10 % wpłaconej sumy. Czasami dochodzi do 20 %. W związku z tym łowca głów za jedno zlecenie dostaje od 200 do nawet 5 tysięcy dolarów. Rocznie zawodowy tropiciel może zarobić nawet 80 tysięcy, a średni zarobek wynosi w tej branży 36 tysięcy. Czasem jednak zdarzają się zlecenia ekstra, w których kwota ta może wzrosnąć nawet kilkadziesiąt razy.

Dolary za bandytę

Kaucja w USA jest wpłacana bardzo często, dlatego że sprzyja temu amerykańskie prawo. Za kratki można trafić z powodu bardzo błahych przestępstw. W ciągu najbliższej doby następuje wstępne rozeznanie i wyznaczona zostaje wysokość poręczenia, po wpłaceniu którego można ustrzec się przed pobytem w zakładzie karnym. A tam trafić nikt nie chce, bo warunki w jakich siedzą przestępcy pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego lepiej skombinować pieniądze i wyjść na wolność. Nie wszyscy jednak chcą przyjąć odpowiedzialność za popełnione przestępstwo. Nie stawiają się na rozprawach, uchylają się od kolejnych rozpraw. A to odpowiedni moment do tego, by do działania wkroczyli tropiciele.

Łowcy głów są postrachem dla przestępców. Niektórzy sami po pewnym czasie zgłaszają się na policję, bo wiedzą, że prędzej czy później staną się celem polowań tropicieli. Tak był w przypadku Angela Resendiza, seryjnego zabójcy, zwanego „kolejowym mordercą”. Gdy policjanci w końcu odkryli, że to on stoi za dziewięcioma zabójstwami, wydali za nim list gończy. On był jednak nieuchwytny. Kryminalni poprosili nawet siostrę zabójcy, by porozmawiała ze swoim bratem i przekonała go do poddania się. O dziwo, kilka dni później Resendiz był już w rękach policjantów. Prawdopodobnie jednak przestraszył się, że padnie ofiarą łowców głów, którzy polowali na niego. Wiedział, że nie dadzą mu spokoju.

Samowolne poszukiwanie przestępców w większości krajów na świecie jest zabronione. Zawód łowcy głów legalnie funkcjonuje jedynie na Filipinach i w Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że za oceanem działa około 5-6 tysięcy „bounty huntersów”. Większość z nich to amatorzy, którzy przeszli podstawowy kurs i „po godzinach” tropią przestępców. Ścigają od czasu do czasu, dorabiając dorywczo do pensji. Wśród tak ogromnej liczby poszukujących przestępców łowców jest garstka profesjonalistów, którzy zawodowo uprawiają ten fach.

Najbardziej rozpoznawalny wśród nich jest Duane Chapman, w branży bardziej znany jako „Pies”. Uwagę przyciąga swoim wyglądem. Muskularny i wysoki, z charakterystycznymi długimi, tlenionymi włosami, szybko stał się ulubieńcem mediów. Złote łańcuchy na szyi i liczne tatuaże na ciele stały się jego wizytówką. Symbol amerykańskich łowców, zanim zaczął łapać przestępców, sam siedział w więzieniu. I to nie za byle jakie przestępstwa. Aż 18 razy aresztowano go za rozboje, napady, a nawet za współudział w morderstwie dilera narkotyków. Za to ostatnie dostał pięć lat za kratkami, z czego odsiedział niecałe dwa.

Gdy wyszedł na wolność, nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Miał długi na karku, a znajomych przede wszystkim wśród przestępców. Nie chciał jednak wracać do półświatka, choć całkowicie też go nie pozostawił. Działał dalej, tylko po drugiej stronie. Nie wbrew, a zgodnie z prawem, doprowadzając przestępców przed oblicze Temidy. Tak zaczął zarabiać pierwsze pieniądze.

Artykuł zaczerpnięty z archiwalnej wersji strony NaSygnale.pl

Z ostatniej chwili

Dowiedz się więcej