Z ostatniej chwili

Słynny król narkotykowy Joaquin Guzman schwytany

(fot. PAP/EPA / MARIO GUZMAN) (fot. PAP/EPA / MARIO GUZMAN)

Meksykańskie i amerykańskie siły bezpieczeństwa ujęły w Meksyku słynnego króla narkotykowego Joaquina „Chapo” Guzmana – poinformowały źródła rządowe w USA.

„Chapo” był szefem kartelu Sinaloa i najbardziej poszukiwanym w USA bossem narkotykowym. Został zatrzymany w kurorcie Mazatlan, w północno-wschodnim Meksyku w ramach wielkiej operacji prowadzonej przez amerykańską agencję antynarkotykową DEA.

Pierwsza robota

Joaquin Guzman Loera urodził się 4 kwietnia 1957 roku w Badiraguato, niewielkim mieście w północno-wschodniej części meksykańskiego stanu Sinaloa. W młodości zarabiał, sprzedając pomarańcze. Jego ojciec od czasu do czasu przemycał kokę dla Pedro Avilésa Péreza, miejscowego pioniera w handlu narkotykowym w latach 60. Znany jest on z tego, że jako pierwszy używał do transportu towaru samolotu! To znajomość z nim stała się dla Guzmana przepustką do zbicia fortuny w narkobiznesie.

W wieku 20 lat Guzman doczekał się pierwszej poważnej „roboty” od przywódcy kartelu narkotykowego Sinaloa, Héctora Luisa Palma Salazara. Miał nadzorować szmuglowanie dużej ilości prochów za granicę. Wszystko poszło gładko, a młody przestępca zyskał aprobatę wśród narkotykowych gangsterów. Niedługo potem zaczął nadzorować przemyty z Kolumbii i Meksyku do USA.

Po schwytaniu bossów gangu Sinaloa, zwanego również „federacją” czy kartelem znad Pacyfiku, stanął na jego czele. Niepozorny, mierzący zaledwie 168 centymetrów wzrostu Guzman, zaczął grać pierwsze skrzypce w imperium narkotyków i krwawej wojnie o wpływy.

Wielka kasa „Krótkiego”

„El Chapo” (czyli „Krótki”), bo tak Guzman został ochrzczony w przestępczym światku, nie próżnował. Musiał długo działać, by zasłużyć na miano barona narkotyków. Sprzyjało mu położenie stanu Sinaloa, usytuowanego w górach. Wąskie przesmyki pozwalają na łatwe ukrycie plantacji i nielegalnych fabryk kokainy.

Ale Guzman znany jest przede wszystkim ze swojej kreatywności. To jemu przypisuje się pomysł ukrywania narkotyków w papryczkach chili. Jego zdolności logistyczne znalazły upust w rozwinięciu regularnych połączeń lotniczych, dzięki którym szmugluje się kokainę, marihuanę, amfetaminę i metaamfetaminę do Ameryki Północnej. Drogą powietrzną połączył narkotykowy „Złoty trójkąt” Meksyku, czyli stany Sinaloa, Durango i Chihuahua, z amerykańską Arizoną i Kalifornią.

Kartel Sinaloa na tym nie poprzestał. Jego macki sięgnęły nawet Australii. Szacuje się, że w szeregach narkotykowego gangu łącznie znajdowało się 3,5 tysiąca firm rozsianych na całym świecie. Przedsiębiorstwa te generują roczny obrót w wysokości 18 miliardów dolarów!

Wielka kasa daje władzę, pozwala na duże inwestycje i ogromne wydatki. To znacznie ułatwia działanie wbrew prawu, bo przekupione organy ścigania, sędziowie czy politycy przymykają oczy na nieustanne grzechy karteli. Społeczeństwo przekonało się o tym w latach 90., kiedy król podziemia narkotykowego został aresztowany. Gdy trafił na komisariat, bez skrępowania wręczył jego ówczesnemu szefowi do ręki 50 tysięcy dolarów. Potem odwrócił się i zwyczajnie wyszedł. Nikt go nie zatrzymywał.

Krwawe porachunki karteli

Policja niewiele mogła zdziałać, bo w Meksyku to kartele mają władzę. Uzbrojeni po zęby w najnowocześniejsze karabiny i pistolety, pilnują porządku, którego reguły sami ustalili. Niestety, są to twarde, a przede wszystkim krwawe zasady. W wojnie o trasy przerzutowe, jakie prowadzi gang Sinaloa, giną tysiące ludzi. Byli żołnierze armii meksykańskiej, którzy po odbyciu służby, wstępują w szeregi kartelu, zostają płatnymi mordercami i likwidują wszystkich wrogów swoich bossów. Ofiary porzucają w przydrożnych rowach i lasach. Tak się stało chociażby w Acapulco, gdzie w styczniu tego roku porzucono 15 ciał mężczyzn z obciętymi głowami. Znaleziono liściki z „pozdrowieniami od El Chapo”.

W krwawej wojnie giną jednak nie tylko wrogowie. 8 maja 2008 roku ofiarą porachunków padł syn Guzmana, który na parkingu w Culiacan stolicy stanu Sinaloa został podziurawiony kulami z karabinu. Edgara Guzmana Lopeza pochowano z przepychem, w jednym z monumentalnych grobowców na cmentarzu, gdzie spoczywają towarzysze z kartelu.

Piękna kochanka barona

Guzman miał ośmioro dzieci – Cesara, Ivana Archivaldo, Jesusa Alfredo, Joaquina, Ovidia, Griseldę Guadalupe. 15 sierpnia 2011 roku do grona potomków gangsterskiego klanu dołączyły jeszcze dwie bliźniaczki. Matką dziewczynek jest trzecia żona Guzmana, Emma Coronel.

Piękna kobieta poznała swojego przyszłego męża w 2008 roku. Startowała wtedy w wyborach Miss Kawy w Sinaloa. Kilka dni przed finałem, jej adorator przybył na występ muzyczny kandydatki. Miasto zabezpieczało wtedy 200 uzbrojonych żołnierzy z bandy Guzmana. Samolotem przybyła grupa „Los Canelos de Durango”, by zagrać ulubioną serenadę 17-latki. Baron pojawił się na końcu, otoczony świtą mafiozów. Obejrzał występ i zakochał się na zabój. Emma wygrała konkurs, a kilka miesięcy później została żoną multimilionera.

Ceremonia zaślubin obyła się w górach w środkowym Meksyku w 18. urodziny dziewczyny. Od tamtej pory młoda żona wiernie towarzyszy swojemu mężowi. Ich córeczki przyszły na świat w USA. Amerykańska policja wiedziała, że kobieta będzie rodzić w Lancaster w połowie lipca. Nie mogli jej jednak aresztować, gdyż nie ciążą na niej żadne zarzuty. Zaraz po porodzie młoda mama wróciła więc do Meksyku. Pozostawiła po sobie tylko akt urodzenia dziewczynek, w którym w rubryce ojca widnieje puste miejsce…

rawurowa ucieczka z więzienia

Nazwisko Guzmana figurowało za to na szczycie listy najbardziej poszukiwanych przestępców, zarówno w USA jak i Meksyku. Za jego głowę lub informacje o miejscu pobytu wyznaczano olbrzymie sumy. Władze USA w 2008 roku oferowały za to 5 milionów dolarów, a Meksyk dorzucał kolejne 2 miliony.

Cena za jego „głowę” wzrastała po spektakularnej ucieczce Guzmana z więzienia 13 lat temu. Gangster mocno zagrał wtedy na nosie władzom. W nocy z 19 na 20 stycznia 2001 roku wymknął się z najpilniej strzeżonego meksykańskiego zakładu karnego Puente Grande w Guadalajarze. Odsiedział tam osiem lat z dziesięcioletniego wyroku.

Jak Guzmanowi udało się przechytrzyć więzienników? Wersje są dwie. Większą popularnością cieszy się ta, w której rzekomo został wyniesiony w koszu, schowany pod stertą brudnej bielizny, wywożonej do pralni. By plan się powiódł musiał przekupić dyrektora, strażników, i pracowników pralni. Inna pogłoska głosi, że przebrał się za policjanta i w asyście przekupionych strażników minął osiem bram prowadzących do wolności.

Gdy tylko odzyskał wolność, znów stanął na czele narkotykowego imperium. Od 10 lat prężnie rozwija swoją nielegalną korporację. Jego wolności i życia strzeże kilkuset żołnierzy. Chodzą z nim wszędzie. Nie da się ich nie zauważyć.

Widzialny niewidzialny

Pewnego dnia Guzman wkroczył do restauracji o nazwie „Barrokas” w Piedras Negras. Jego ochroniarze zabrali wszystkim gościom telefony komórkowe i poprosili o „spokojne” towarzyszenie ich szefowi przy posiłku. Zamarli z przerażenia klienci nawet nie drgnęli. Guzman, w otoczeniu swoich kompanów, zjadł obiad. Potem zapłacił rachunek za siebie i około 30 innych osób. Rozkazał oddać komórki, kulturalnie się pożegnał i wyszedł.

Często widywany był również w kilkunastu miejscowościach, w których miał swoje kryjówki. 18 kwietnia 2009 roku w stanie Durango rzymskokatolicki biskup Hector Gonzalez postanowił położyć kres bezkarności barona. Ogłosił publicznie, że „wszyscy przecież wiedzą, gdzie znajduje się handlarz narkotykami, tylko władze nie chcą go dostrzec”. To popchnęło policję do działania. Parę dni potem we wskazane miejsce wysłano kilku wywiadowców. Nie wrócili żywi. Ich ciała znaleziono cztery dni później w samochodzie w Cienega de Escobar.

Związano ich, zakneblowano i zabito. Jak zwykle, ludzie Guzmana zostawili wiadomość, w której przekonywali, że nigdy nie oddadzą swojego szefa. Od tamtej pory nikt nie chciał głośno mówić o miejscu pobytu Guzmana. Nikogo nie kusiły nawet wysokie nagrody za informacje o jego pobycie. Ludność wiedziała, że nawet, jeśli „El Chapo” trafi do więzienia, to jego bandyci krwawo zemszczą się na kapusiach.

Nie mieli też wielu powodów, by wydawać przywódcę „kartelu znad Pacyfiku”. Dla niektórych jest bohaterem. Obnażał bezsilność władz, sponsorował szkoły, wspierał budowanie kościołów, stwarzał tysiące miejsc pracy przy uprawach maku. Dzięki niemu, wielu ludziom żyło się dużo lepiej. A o tym, że są to nielegalne pieniądze, nierzadko umazane krwią niewinnych, wszyscy starali się nie myśleć.

W listopadzie 2010 roku „El Chapo” został wpisany na 41. miejsce na liście magazynu „Forbes” najbardziej wpływowych osób świata. Ale to nie jedyne zestawienie, w którym jest liderem. Po śmierci Osamy Bin Ladena Guzman trafił na szczyt listy najbardziej poszukiwanych przestępców świata. FBI i Interpol ścigało go za liczne zabójstwa, kierowanie jedną z największych organizacji przestępczych i autora największych przemytów narkotyków.

Amerykańska rządowa agencja do wdrożenia legalnego obrotu lekarstw (Drug Enforcement Administration) szacowało, że wpływy i zasięg kartelu Guzmana przekroczył ten wypracowany przez Pablo Escobara, dawnego króla narkotyków z Ameryki Południowej. Czas pokaże, czy jego zatrzymanie oznacz również upadek królestwa.